Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archiwym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archiwym. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2011

Liturgia Wigili Paschalnej w Kirgizji

Z archiwum

2008-03-28

Po raz pierwszy Liturgia Wigili Paschalnej w Parafii Matki Teresy z Kalkuty w Dzalalabadzie w Kirgizji była sprawowana w nowej kaplicy przerobionej ze sklepu mlecznego. W wielki piątek liturgię poprzedził pokaz filmu Mela Gibsona "Pasja". Niestety modlitewne skupienie zakłócili chuligani, którzy obrzucili dom parafialny kamieniami, wybili szybę i zerwali plakaty informujace o świętach.
Podczas liturgii paschalnej po raz pierwszy w dwuletniej historii parafii był udzielany sakrament chrztu. Ochrzczona zostala 55 letnia Nina Szabel, potomek zesłanych do Kirgizji przez Stalina Niemców. Po raz pierwszy w strojach liturgicznych sluzyli tez minstranci, a wlasciwie ministrantki. Po liturgii w sali parafialnej odbyła sie agapa - uczta dla wszystkich parafian. Każda rodzina otrzymała od proboszcza w prezencie ciasto w formie baranka Paschalnego. W Niedzielę wielkanocną Ojciec Krzysztof Korolczuk proboszcz parafii w Dzalalabadzie, pojechał do oddalonego o 100 km miasta Osz i odprawił tam Msze świętą dla kilkunastoosobowej wspólnoty katolickiej w tym mieście. Katolicy zbieraja sie tam na Mszy świętej od ponad dwóch lat, ale tylko od miesiąca mogą się modlię w niewielkiej kaplicy w domu zakupionym dla potrzeb parafii.

sobota, 22 października 2011

Święta w Kirgizji

Z archiwum

2007-01-03

O Świętach Bożego Narodzenia w Kirgizji pisze br. Damian Wojciechowski SJ.

W Dżalalabadzie, położonym na południu Kirgizji, w parafii Matki Teresy z Kalkuty pasterka była odprawiana o godz. 18, tak żeby wszyscy mogli bezpiecznie wrócić do domu. Jeszcze nigdy w maleńkiej parafialnej kaplicy nie było tylu ludzi. Wielu z nich było po raz pierwszy w kościele i nawet nie wiedzieli jak się przeżegnać -czemu trudno się dziwić, jeśli wziąć pod uwagę 70 lat ateizacji w czasach komunizmu, a także to, ze obecnie 99% mieszkańców miasta to muzułmanie. Dzieci przygotowały maleńką papierową szopkę, a po Mszy Św. Mikołaj rozdawał im prezenty. W samo Boże Narodzenie Ojciec Krzysztof Korolczuk odprawiał Mszę Świętą w oddalonym o 120 km mieście Osz. Msza jak zwykle była w prywatnym mieszkaniu, gdzie zgromadziły się jedna polska i jedna niemiecka rodzina. W środę parafianie zorganizowali jasełka w domu dla dzieci inwalidów, gdzie żyje ponad 100 dzieci, w większości muzułmańskich. Wiele z tych dzieci jest całkowicie sparaliżowana. Proboszcz wziął na siebie obowiązki św. Mikołaja, którego i tak większość nazywała Diedom Marozom. W czwartek zorganizowano w miejscowym więzieniu pokaz filmu "Jezus" i maleńki poczęstunek dla więźniów chrześcijan. W piątek parafianie rozdawali paczki ze słodyczami i owocami w domu starców. Jeszcze do niedawna w tym domu starców żyła pochodząca z Łukowa Regina Buczek, która tuż przed świętami wróciła do Polski i Boże Narodzenie spędziła ze swoja rodzina, która zobaczyła po raz pierwszy po 61 latach pobytu na obczyźnie.


sobota, 8 października 2011

Nowy samochód

Z archiwym
2006-05-20

Drodzy Przyjaciele,chciałbym Was wszystkich poinformować, że szczęśliwie zakończyła się akcja zakupu samochodu, o której Wam wcześniej pisałem. Volkswagen Golf III jeździ już po wyboistych drogach Kirgizji i w ten sposób pomaga nam w pracy duszpasterskiej i charytatywnej.
W kilku zdaniach chcę Wam opisać jak wyglądał zakup i przewiezienie samochodu do Biszkeku. Przede wszystkim tak się szczęśliwie złożyło, że równocześnie znalazły się pieniądze na zakup w Niemczech trzech używanych samochodów dla Kościoła Katolickiego w Kirgizji. Jeden, o którym Wam pisałem miał być kupiony przede wszystkim dla pracy w więzieniach i domach inwalidów, drugi - mikroautobus dla obsługi duszpasterskiej około 20 naszych parafii rozsianych po całym terytorium Kirgizji (dojazd księdza, dowóz ludzi starszych na Mszę Świętą, rozwożenie pomocy humanitarnej, praca z młodzieżą), trzeci – samochód terenowy - miał być kupiony dla powstającej nowej parafii, położonej w wysokich górach i oddalonej o setki kilometrów od Biszkeku. Dzięki równoczesnemu zakupowi trzech samochodów można było zaoszczędzić wiele pieniędzy na wydatki organizacyjne i co jeszcze ważniejsze bezpieczniej było w takim konwoju przejechać przez terytorium byłego Związku Radzieckiego.

sobota, 24 września 2011

Kościół w Kirgizji

Z archiwum

2006-04-06

"Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" Mk 16, 15

Trzy lata temu jedna Polka żyjąca w Dżanydżer (to znaczy po kirgisku "Nowa ziemia") napisała swojej znajomej w Niemczech, żeby ona jej pomogła w znalezieniu katolickiego księdza. Znajoma znalazła w Niemczech telefon katolickiej parafii w Biszkeku, stolicy Kirgizji i zadzwoniła do kościoła. Sam Dżanydżer leży około 50 km od Biszkeku, tak więc ksiądz od razu pojechał do wioski, by odwiedzić tę kobietę. W dniu dzisiejszym w tej parafii jest już ponad 30 osób regularnie uczestniczących we Mszy świętej. 7 lat temu dwóch Jezuitów siedziało wieczorem w domu parafialnym w Biszkeku i zastanawiało się jak ewangelizować Kirgizów. W tym samym momencie do pokoju weszły dwie malutkie kirgiskie dziewczynki i z poważną miną powiedziały: "Gelobt sei Jesus Christus!“ - co znaczy po niemiecku: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrustus". Okazało się, że ich umierająca babcia, z pochodzenia Niemka chciała się wyspowiadać i wysłała swoje wnuczki do miasta, żeby szukały katolickiego księdza. Teraz ta babcia już nie żyje, ale w jej wiosce Iwanowka i w okolicy, trzeba było stworzyć w ostatnim czasie już trzecią parafię ponieważ na Mszę Świętą przychodziło coraz więcej ludzi. I tak jest wszędzie w Kirgizstanie, przyjeżdża ksiądz do jednej staruszki lub rodziny, a po kilku latach tam już jest niewielka parafia.

Kościół w Kirgizji

sobota, 17 września 2011

List z Paragwaju

Z archiwum...

2007-05-07

"Raj utracony" - pod takim tytulem jezuickie Wydawnictwo WAM z Krakowa edytowalo album poświęcony redukcjom paragwajskim prowadzony przez jezuitów przez ponad 150 lat w Ameryce Poludniowej. Ówczesne Redukcje Paragwajskie obejmowaly olbrzymi teren poczawszy na poludniu od Urugwaju i pólnocnej części Argentyny, przez Brazylię i Paragwaj aż do Boliwii. Praca jezuitów w redukacjach przynosila wiele dobrych owoców, ale z powodów politycznych jezuici musieli opuścić te tereny. Pomnikiem wielkości tamtych czasów sa ruiny wielu redukcji, które przetrwaly aż do dzisiaj. Najbardziej znane to San Ignacio Guazú, Jesús, Trinidad, Santa Maria w Paragwaju, San Ignacio Mini i Santa Ana w Argentynie, San Miguel w Brazylii. Na tych terenach obecnie pracuja także wspólcześni jezuici.

Do Paragwaju przybylo nas trzech z Polski, tj. o. Grzegorz Tęczar z prowincji krakowskiej, Przemyslaw Stadnik, aby rozpoczać tu swój nowicjat i przejść cala formację oraz niżej podpisany, o. Tadeusz Kotlewski sj z prowincji warszawskiej.

sobota, 10 września 2011

Lato, jesień i zima w Kirgizji

Z archiwum

Obozy letnie
Polscy jezuici zagościli już w Kirgizji na dobre. Udostępniamy państwu artykuł br. Damiana Wojciechowskiego SJ, który opisał dynamikę pracy misyjnej w tym kraju w roku 2007. Możemy przeczytać m.in. o: akcjach podejmowanych na rzecz młodzieży, uroczystej profesji o. Krzysztofa Korolczuka SJ i o. Aleksandra Kahna SJ, odsłonięciu tablicy polskich żołnierzy w Dżalalabadzie.
W poprzednim roku organizowaliśmy w Kirgizji dwa obozy letnie: jeden dla dzieci nad Zalewem Toktogulskim, drugi w górach nad j. Issyk-Kul dla młodzieży. W obu obozach wzięło udział ponad 60 najmłodszych katolików Kirgizji. Obozy były organizowane we współpracy z O. Jerzym Jędrzejewskim z diecezji warszawskiej, który od paru lat pracuje w Kirgizji, i z siostrami franciszkankami, pochodzącymi z Kazachstanu. Wielką pomocą na obozie młodzieżowym był jezuita Ojciec Adam Malinowski, który nie tylko odprawiał Mszę świętą, lecz także prowadził zajęcia alpinistyczne, a także przy pomocy przywiezionego teleskopu opowiadał młodzieży o bliższych i dalszych ciałach niebieskich. Tematem konferencji na obozie młodzieżowym było: miłość, seks, małżeństwo; a na obozie dziecięcym Msza Święta.

sobota, 27 sierpnia 2011

Nowa parafia w Kirgistanie

Z archiwum

2006-05-20

6 stycznia na wysokości 3,5 tysiąca metrów na płaskowyżu Susamyr przy temperaturze -20 stopni Ordynariusz Kirgizji, jezuita, Ojciec Aleksander Kahn spotkał się z Ojcem Krzysztofem Korolczukiem, by przekazac mu dekret o założeniu w Dżalalabadzie parafii błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty i o mianowaniu Ojca Krzystofa proboszczem tej parafii.
Po kilku minutach Ojciec Aleksander pojechal spowrotem do Talasu, położonego na granicy z Kazachstanem, gdzie służy on obecnie miejscowym katolikam. A my razem z Ojcem Krzysztofem mieliśmy jeszcze 600 km drogi przez zaśnieżone góry sięgające 5000 metrów. Kirgizja to jedna z 5 środkowo-azjatyckich byłych republik sowieckich, które nagle pojawiły się na mapach świata w 1991, ale i tak pozostały dla większości ludzi wielką nieznaną. Kirgizja graniczy z Kazachstanem, Chinami, Tadżykistanem i Uzbekistanem. Powierzchnia Kirgizji, to mniej więcej 2/3 powierzchni Polski. 90% kraju pokrywają góry sięgające do 7500 metrów. Żyje tutaj około 5 milionów ludzi: Kirgizi, Uzbecy, Rosjanie, Ujgurowie, Dunganie, Niemcy, Ukraińcy, Kurdowie, Tadżycy, Turcy, Polacy, przesiedleńcy z Kaukazu - w sumie około 100 narodowości. W latach 30 i 40-tych XX wieku dziesiątki tysięcy katolików: Polaków, Ukrańców, Niemców, Litwinów i Koreańczyków - zostało zesłanych przez Stalina do Kirgizji. Jeden z największych punktów zbiorczych armii Andersa mieścił się Dżalalabadzie, był tutaj także polski cmentarz, który niestety się nie zachował.

sobota, 20 sierpnia 2011

Samarytanin Madagaskaru

Z Archiwum

Artykuł o. Stanisława Gronia SJ ukazał się w Posłańcu Serca Jezusowego nr 8 w 2002 roku.
Uczący się w Chyrowie chłopcy nazywali o. Jana Beyzyma drugim Juliuszem Verne. Przepadali bardziej za opowiadanymi przez niego historiami niż za lekturą książek tamtego pisarza. On sam nazywał siebie Tatarem i uważał się za żebraka zbierającego jałmużnę w imię Chrystusa. Współbracia nazywali go Kozakiem; w ich oczach uchodził za oryginała i marzyciela. Współczesna mu prasa francuska określała go polskim samarytaninem. W swych listach określał sam siebie: posługacz trędowatych oraz tatarsko-afrykańska mość.
Jego postać towarzyszyła mi - można by rzec - od zawsze. Jako maturzysta dostałem od mojego katechety książkę T. Weyssenhoff pt. Ojczyzna z wyboru, opisującą pracę misyjną o. Beyzyma. Zachwyciłem się tą postacią.
Po moim wstąpieniu do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi spotkaliśmy się - owszem jakby poza czasem, ale w tej samej przestrzeni. O. Beyzym bowiem spędził w Starej Wsi prawie sześć lat życia zakonnego. Tu zaczęły się jego pierwsze marzenia o pracy misyjnej. Tu odbywał - pod okiem o. H. Jackowskiego SJ - swój dwuletni nowicjat, tu w latach 1872-77 studiował filozofię. Później przebywał tu na tak zwanej trzeciej probacji, którą odbył pod kierunkiem o. M. Mycielskiego SJ w latach 1884-1885. Po latach, wspominając to miejsce, o. Beyzym powiedział: Nie pamiętam, żebym się kiedy w życiu czuł tak swobodnym i szczęśliwym, jak wtedy, kiedy się za mną furta zamknęła i usłyszałem: jesteś przyjęty.

czwartek, 28 lipca 2011

Realcja jednego z Ojców, współcześnie pracujących na Białorusi

Z Archiwum

Warunki pracy duszpasterskiej w Republice Białoruś znane mi częściowo z autopsji skorelowane są, jak sądz,ę z pozbawianym demokracji życiem społeczeństwa. Państwo tamtejsze, za komunizmu i według wzorców relacji z Prawosławiem, jak tylko się da pragnie mieć kontrolę nad kościołem katolickim. Dlatego niekiedy trudno tam zaadoptować się (zwłaszcza młodszemu) duchowieństwu z Polski ukształtowanemu demokracją i Soborem Watykańskim II. Sądzę, że tischnerowski "homo sovieticus" ma się w Republice Białoruś wyjątkowo dobrze. Komunistom (także z Polski) udało się przez lata zniechęcić społeczeństwo białoruskie do bliższych kontaktów z Polakami z "Rzeczypospolitej". Pozostała właściwie szara sfera "small biznesu", nie całkiem legalnego, czyli handel przygraniczny.

Skoro np. na samej grodzieńszczyźnie (wg oficjalnych danych) można odnaleźć przedstawicieli dwudziestu narodowości, to tamtejsi Polacy przejawiają czasem lekki żal, że "za komuny to rodacy przyjeżdżali spragnienie wyrobów ze złota", a teraz nie tylko nie da się ich zauważyć, ale jeszcze niekiedy na terenie Polski określani są przez młodych współrodacy z Białorusi jako "ruskie" co bardzo ich boli. A w samej Republice Białoruś Polacy z Rzeczypospolitej są (nawet przez tamtejszych ziomków współcześni poważani lecz NIE do granic szaleństwa, ponieważ zapewne sprawiła to propaganda tamtejszych mediów.